Ostatnie wiadomości:
Ile pieniędzy tracimy przez marihuanę? - sobota, 10 sierpnia 2013 07:59
Narkotykowe eksperymenty legislacyjne - poniedziałek, 08 czerwca 2015 00:00
Pomoc MOPS nie zawsze skuteczna - niedziela, 02 czerwca 2013 14:21
Lekarstwo na cukrzycę lekiem dla narkomanów - niedziela, 21 kwietnia 2013 14:19
Komentatorzy o legalizacji marihuany - niedziela, 17 lutego 2013 09:58

Pomoc MOPS nie zawsze skuteczna


Ponad tysiąc dwieście osób korzystało w zeszłym roku z organizowanej przez bielski MOPS pomocy społecznej. Wydano na ten cel ponad 11 mln zł. Jednak specjaliści przyznają, że pomoc nie zawsze trafia do osób najbardziej potrzebujących.

Często słyszę zarzut, że dajemy pieniądze pijakom. I po części się z tym zgadzam – mówi Anatol Wasiluk, dyrektor Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Bielsku Podlaskim. Bo alkoholizm i narkomania to też powody, dla których gmina jest zobowiązana świadczyć pomoc społeczną choremu. – Alkoholizm to choroba. Staramy się w takich przypadkach przekazywać pomoc rzeczową, a nie gotówkową. Ale przecież wszystko można sprzedać, by kupić alkohol – mówi dyrektor Anatol Wasiluk.

– Nadużywający alkoholu tracą zdrowie i często dostają umiarkowany stopień niepełnosprawności, a wtedy przysługuje im już zasiłek stały. W zeszłym roku pomocą objęto 1257 osób z 933 rodzin. – Wydaje się, że to dużo, ale są w Polsce nawet spore miasta, w których z pomocy korzysta ponad połowa mieszkańców – mówią przedstawiciele MOPS-u. Prawo do świadczeń pieniężnych przysługuje osobom o niskich dochodach: nieprzekraczających 542 zł na osobę żyjącą samotnie i 456 zł w rodzinie. – Pomoc społeczna kosztowała nas w zeszłym roku 11,4 mln zł, z czego 3,2 mln zł to były środki własne miasta – mówi Janusz Panasiuk, skarbnik Bielska Podlaskiego. – Rząd nakłada na nas ciągle nowe obowiązki, ale nie idą za tym środki finansowe. Na świadczenia opiekuńcze wydano 2,4 mln zł, a na zasiłki rodzinne z dodatkami 1,9 mln zł.

– Przedstawiony przez MOPS raport to duża wiedza o biedzie w naszym mieście – ocenia Ignacy Grzybowski, wiceprzewodniczący komisji rodziny, ochrony zdrowia i spraw społecznych Rady Miasta Bielska Podlaskiego. – Musimy jednak pochylić się nad losem osób naprawdę potrzebujących, a nie cwaniaków, którzy są zdrowi, nie chcą pracować i żyją na garnuszku MOPS-u. Dla nich najlepszą pomocą byłoby zmobilizowanie do aktywności. Rozdawnictwem tylko dalej ich psujemy. Grzybowski zwraca uwagę na fakt, że wśród beneficjentów pomocy społecznej są ludzie, którzy od lat z niej korzystają. – Nie chcą uczestniczyć w szkoleniach, zmienić swojego losu – mówi Grzybowski. – A są i tacy, którzy po pomoc przyjeżdżają pięknymi samochodami.

Problem zauważają urzędnicy. – Jest duża grupa osób o podejściu roszczeniowym – mówi dyrektor Wasiluk. – Dziś obowiązku świadczenia pracy nie ma. Kto nie chce, ten nie pracuje i nie zarabia. A na nas ustawa nakłada obowiązek pomocy osobom o niskich dochodach. I miasto płaci. Takiej pomocy można otrzymać po kilkaset złotych miesięcznie, a do tego dochodzi pomoc w naturze, także od organizacji pozarządowych.

– Gdybym poszła do pracy, to nie miałabym czasu na wychowywanie dzieci. Dostałabym może tysiąc złotych, czyli o 200 więcej, niż uzbieram z pomocy. Mam iść do pracy za 200 zł miesięcznie? – pyta pani Ewa, młoda mama z Bielska Podlaskiego. Właśnie bezrobocie jest głównym powodem przyznawania pomocy przez MOPS. W zeszłym roku zasiłki z tego tytułu otrzymywało 496 rodzin, gdy z powodu niepełnosprawności 437, a długotrwałej choroby – 274. – Staraliśmy się pomóc osobom, które chcą swoje życie zmienić – tłumaczy dyrektor Anatol Wasiluk. – Realizowaliśmy projekt "A jednak warto” skierowany do długotrwale bezrobotnych. I część z nich faktycznie pracę dostała, ale z czasem coraz trudniej było nam znaleźć bezrobotnych, którzy poważnie do tej szansy podchodzili.

Nie przychodzili na kursy, nadużywali alkoholu i po trzeciej edycji musieliśmy zakończyć program. Bielski urząd pracy przyznaje, że osoby długotrwale bezrobotne stanowią duży problem. PUP uznaje za takich tych, którzy w ciągu ostatnich dwóch lat byli zarejestrowani przynajmniej przez 12 miesięcy. – Zjawisko wypadania z rynku pracy jest znane. Po długiej przerwie bardzo trudno jest na ten rynek wrócić, więc potrzebne jest wielokierunkowe wsparcie – przyznaje Beata Dawidziuk, dyrektor Powiatowego Urzędu Pracy w Bielsku Podlaskim. Bielski PUP realizował więc program skierowany do młodych ludzi, którzy bez pracy byli co najmniej pół roku. – W ten sposób staramy się zapobiegać wpadaniu ich w długotrwałe bezrobocie – mówi dyrektor Beata Dawidziuk. Kilkuprocentowe bezrobocie jest normalne w krajach, w których nie ma przymusu pracy. Czasem jednak świadczenia socjalne zniechęcają do szukania zatrudnienia. – Wysokość minimalnego wynagrodzenia powoduje, że z zasiłków i pracy na czarno łatwiej osiągnąć wyższy dochód, niż z oficjalnej umowy o pracę – mówi Beata Dawidziuk.
źródło: Poranny.pl